sobota, 02 lipca 2005
Centra handlowe
Na dobre są już wkompownowane w pejzaż dzisiejszego Krakowa. Zajmują powierzchnię wielohektarowe, czasami uozdabiając, czasami szpecąc okolicę swoją architektoniczną bryłą. Moimi centrami są M1 na Alejach Pokoju, Zakopianka i ostatnio - choć nie bywam tam często (chyba że po szkole, ale i tak to daleko) Galeria Kazimierz. Lubię tam być i chodzić, przekładać produkty, choć zazwyczaj (99,9 % przypadków) nic nie kupuję. Aha, i jeszcze oglądanie rybek w zoologicznym. Choć np. w Carfurze ZOOnatura jest słaba - zdecydowanie wolę pojedyncze sklepiki jak na Warneńczyka (przecznica do Kalwaryjskiej) chyba Wiwarium się nazywa. Ale wrócę do CH. Lubię tam obserwować ludzi. Można się z nich znakomicie pośmiać, popatrzyć jak przymierzają ubranka. To czasem jest komiczne. Zwłaszcza jak babka doradza facetowi. A zapomniałem jeszcze o jednym ważnym - teraz przy Powstańców Wielkopolskich (a formalnie chyba przy Krzywda 1) powstało CHT. Ciekawa zakamuflowana nazwa. Jakby ktoś przyjechał nietutejszy - centrum jak centrum. A dla nas - po prostu Tandeta. Kiedyś zaduch, stęchlizna i brud, obecnie nawet wyszło na prostą. Chociaż co tam wchodzę to przypomina mi się różnokolorowy tłum ludzi z wszystkich stron świata mówiących wszystkimi językami i mówiących - u mnie najtaniej a jeszcze obniżę! Zgroza! A 100 m za CHT nadal ma miejsce swój bazar (tu już nikt nie ukrywa nazwy Tandeta... i dobrze chyba). I tutaj jest brud i smród. Gdyby w tym miejscu wylądowało UFO, mogłoby (błędnie na szczęście!) pomyśleć, że większość populacji Krakowa to Chińczycy. Tak wygląda ciemna strona naszego miasta. Nikt ich tu nie chce, a są. Dla nich na bazarowym parkingu nasi rodacy tworzą knajpki orientalne. Nikt tam nie je oprócz nich. Bo wszyscy wiedzą jaki tam jest syf. Ale cóż...
A Galeria Kazimierz to jest klasa sama w sobie. Wszystko tu aż lśni. Malowniczo położone nad Wisłą, w centrum niemal żydowskiej dzielnicy. Można tu godziwie zjeść (za opłatą), ubrać się, zażyć rozrywki (Cinema City i wiele innych) a także załatwić codzienne sprawy. Ogólnie można to trochę porównać do portalu internetowego - wszystko w jednym. Tu można poczuć trochę klimatu Krakowa, klimatu inaczej rozumianego. Tutaj można odetchnąć pomiędzy zagłębieniem się w kolejne tajemnice naszego miasta.
czwartek, 30 czerwca 2005
Linie tramwajowe
Może niektórzy uznają za stratę czasu opublikowanie tutaj spisu linii tramwajowych. Ale zawsze komuś może się przydać.
LINIE TRAMWAJOWE (STAN NA 30 CZERWCA 2005):
1. Salwator-Kościuszki-Zwierzyniecka-Dominikańska-św. Gertrudy-Starowiślna-Dietla-Grzegórzecka-Aleje Pokoju-Bieńczycka-Kocmyrzowska-Wzgórza Krzesławickie
2. Salwator-Kościuszki-Zwierzyniecka-Straszewskiego-Podwale-Basztowa-Dworzec Główny-Lubicz-Rakowicka-Cmentarz Rakowicki
3. Bieżanów Nowy-Ćwiklińskiej-Teligi-Wielicka-Na Zjeździe-Starowiślna-Westerplatte-Dworzec Główny-Basztowa-Długa-Nowy Kleparz-Kamienna-Dra Twardego-Krowodrza Górka
Moje kluby
Kraków to miasto podzielone na dwa wrogie i zawzięte zbiorowiska ludzkie. Kibice jednej dtużyny nigdy nie lubili kibiców drużyny przeciwnej. Tak jest i u nas, przy czym w samym mieście przeważają kibice Cracovii. Ja należę do tych, dla których najważniejsze jest dobro miasta, a więc gdy gra Wisła kibicuję Wiśle, gdy grają Pasy to kibicuję Pasom. Muszę tu na dużym marginesie dodać, iż 100 m od mojego domu mieszka trener Wojciech Stawowy :) Gdy rozgrywane są derby, to jest to uczta dla moich oczu, nie denerwuję się. No chyba że od tego meczu zależy np. awans Cracovii do pucharu UEFA a Wisła gra o pietruchę, no to chyba wiadomo za kim jestem. Przemierzając wąskie uliczki Krakowa muszę stwierdzić, iż niektóre mury są przez kibiców zbyt mocno "wykorzystywane" i "ozdabiane". Tacy ludzie na pewno nie pomyślą zanim namalują na murze kolejne wyzwisko. Nie mówię oczywiście o wszystkich - bardzo podoba mi się flaga Cracovii namalowana na osiedlowym śmietniku na Kozłówce. To przykład graffiti pozytywnego...
środa, 29 czerwca 2005
Moja szkoła
Dziś koło południa dowiedziałem się, że jestem oficjalnie już uczniem I LO w Krakowie im. Bartłomieja Nowodworskiego. Położone jest w centrum, tuż pod Wawelem i ma ponad 400-letnią tradycję (z tego co pamiętam to absolwenci roku 1986 byli zarazem absolwentami 400-lecia). Chodzę do klasy a1 o profilu matematyczno-fizycznym, a raczej będę do niej chodził od 1 września tego roku. Do Nowodworka (tak się nazywa zwyczajowo - w gwarze uczniowskiej) wchodzi się od strony zamku królewskiego, a położone jest przy ul. Plac na Groblach 9. Naprzeciw znajduje się boisko międzyszkolne, tak więc inne licea muszą udawać się tutaj na wycieczki :) a my mamy je pod ręką. W budynku jest jasno, nie tak dziwnie i duszno jak w znienawidzonej piątce (kur....), a pan portier jest - w przeciwieństwie do konkurencji - bardzo miły. Czasem jest pani, taka mniej miła, ale to nic :) Ciekawe jaką będę miał wychowawczynię (albo wychowawcę) bo do tej pory w tej dziedzinie nigdy nie miałem szczęścia. Najpierw (1-3) miałem babsko co forowała wszystkich dokoła, a o mnie (nb miałem najwyższą średnią) zawsze mówiła: "Nie, ty nie jesteś zdolny!". Potem baba która ani razu nie uhonorowała mnie nagrodą na koniec (dalej masksymalna średnia), co spotykało się nawet ze zdziwieniem moich nauczycieli. Zawsze ktoś inny albo: wygrywał konkurs, miał maksa z egzaminów... Zgroza. A potem pani od muzyki która opuszczała 90 % godzin. Ale przynajmniej doceniała mnie. Teraz liczę na coś więcej. No i na nauczycieli. Mam klasę z fakultetem UJ czyli poziom będzie wysoki. Ja będę pewnie gdzieś w połowie stawki. Gadałem dziś nawet z jednym gościem który będzie chodził do klasy a2 czyli identycznej jak ja. Wyglądał raczej na normalnego. Normalności oczekuję po tej szkole...
wtorek, 28 czerwca 2005
Moje miasto
Warszawiacy kochają sztywną Warszawę, katowiczanie kochają śmierdzące Katowice, suwalczanie kochają zimne Suwałki a ja kocham mój najukochańszy Kraków. Nie mam pojęcia co by ze mną było gdybym musiał na przykład wyemigrować nad morze albo do Śląska. Tu jest wszystko czego ja potrzebuję. Wspaniali ludzie (pozdrowienia dla mojej nowej klasy z krakowskiego Nowodworka, pl. Na Groblach 9), wspaniałe zabytki, wspaniała kultura no i wspaniały klimat. Trudno zarzucić cokolwiek Krakowowi. I kluby sportowe ma najlepsze. Codziennie przemierzając drogę z Dębnik poprzez Wisłę, obok smoczej jamy i Wawelu, przez parking wycieczkowych autobusów na plac Na Groblach widzę nową perspektywę mojego miasta. Codziennie jestem z niego coraz bardziej dumny. Jestem nawet szczęśliwy, że nie jest stolicą (sami widzimy co się dzieje z Warszawą). Dzięki temu nie ma tłumów, panowie posłowie nie wypinają brzuchów idąc Plantami (ojej jakie one wspaniałe), nie ma wielkich kongresów międzypanstwowych. Jest za to to, co ludziom jest potrzebne najbardziej: edukacja na pierwszym miejscu (wierzcie mi, Uniwersytet Jagielloński to nie wszystko), wspaniałe możliwości rozwoju fizycznego i duchowego no i rozrywka. Żałuję trochę, że Multikina i Cinema City oraz IMax przejęły wszystkie seanse, takie kameralne kina jak Apollo czy Pasaż niestety splajtowały... To nie wszystko ale reszta będzie BTW. Dzieki za poważanie. :D